To nie jest miejsce dla Ciebie, jeśli wielbisz różowy popik, pokolenie JP i żyjesz we własnym świecie pełnym pozornego szczęścia.
Blog > Komentarze do wpisu
Warszawa
Czy można kochać miasto?
        Postanowiłam reaktywować bloga, mimo że od ostatniego wpisu minęło pół roku. Stwierdziłam jednak, że uwielbiam zagłębiać się w kręte i zdradliwe ścieżki polskiego języka oraz odkrywać całkiem nowe słowa. Czy potraficie teraz, bez użycia jakichkolwiek źródeł wyjaśnić znaczenie pojęcia "ineksprymable"? Możliwe, że wydaje się być zupełnie bezużyteczne, ale urzeka mnie wręcz swoją oryginalnością.
        
        Odbiegłam nieco od tematu, ponieważ ten wpis miał dotyczyć mojej wielkiej miłości, odkrytej całkiem niedawno. Otóż kilka lat temu, zwiedzając naszą stolicę, uległam całkowicie jej czarowi. Niewątpliwie sprzyjała temu ładna jak na jesień pogoda, świeciło słońce i było ciepło. Stojąc więc na ostatnim piętrze Pałacu Kultury i Nauki, odkrywałam to miasto na nowo, nie widząc w nim żadnej skazy, czyniąc z niego coś w rodzaju ideału. Muszę przyznać, że ogromny sentyment mam do tej pory do baru azjatyckiego Asian Lan Linh przy ulicy Szyszkowej, niedaleko lotniska Okęcie. Polecam naprawdę wyborną kuchnię za bardzo niewielkie pieniądze. W pamięć zapadła mi też oczywiście wizyta na Starówce oraz na ulicy Nowy Świat. Do dziś mam przed oczami oświetloną ulicę, kamienice, restauracje oraz znane rondo De Gaulle'a. Na pewno też muszę przyznać, że w porównaniu do reszty kraju Warszawa poczyniła wielkie kroki naprzód w kwestii komunikacji miejskiej. W ścisłym centrum są tablice, na których wyświetlają się odjazdy tramwajów. Nie wspomnę już nawet o metrze. Ogólnie komunikacja pomiędzy poszczególnymi dzielnicami, czy przylegającymi do Warszawy miastami nie stanowi raczej problemu. Warszawę kocham też bardzo za wszystkie teatry. Na pewno kiedyś opiszę też moje wrażenia z poszczególnych spektakli. Wstyd mi się przyznać, ale w tym mieście lubię nawet Złote Tarasy. Ta niezwykła galeria handlowa też przywołuje wspomnienia. Po prostu kiedyś wynajęłam mieszkanie, jednak pewna pani po prostu nie wywiązała się z obietnicy, w hotelu nie miałam nawet jak zrobić sobie herbaty. Udałam się więc do Złotych Tarasów i od tamtej pory stałam się dumną posiadaczką czarnego Phlipsa, który nadal działa.
        Warszawa zawsze będzie kojarzyć mi się z życiem lepszej jakości, z ambicjami, z wielkimi marzeniami, które chciałabym jeszcze zrealizować. Kocham tamtejsze wieżowce i hotele. Kocham tę namiastkę wielkiego świata. Kocham też przeszłość tego miasta. Dlatego czasem myślę, że gdybym wierzyła w reinkarnację, w poprzednim wcieleniu byłabym powstańcem. To wyjaśniałoby mój patriotyzm, zafascynowanie historią i miłością do tego miasta. Właśnie, pozostaje dosyć istotne pytanie. Czy naprawdę można pokochać miasto? Wiem tylko, że za każdym razem, opuszczając Warszawę, nie mogę się pozbyć dziwnego bólu i tęsknoty w sercu...
niedziela, 30 stycznia 2011, lunatyczka100

Polecane wpisy